Sześćdziesiątka piątka zimą: dlaczego ten odcinek jest trudniejszy
Mazury Garbate zawdzięczają nazwę ukształtowaniu terenu i akurat w przypadku drogi krajowej sześćdziesiąt pięć nie jest to ciekawostka krajoznawcza, tylko czynnik, który zimą decyduje o liczbie wyjazdów w tę stronę.
Dlaczego pagórki zmieniają sytuację
Na płaskiej drodze oblodzenie odbiera przyczepność równomiernie. Na podjeździe zabiera dodatkowo zdolność ruszenia, a na zjeździe wydłuża drogę hamowania w momencie, gdy kierowca ma najmniej czasu na reakcję.
Do tego dochodzi zjawisko, którego nie widać z fotela: odcinki biegnące w cieniu drzewostanu zamarzają wcześniej i odmarzają później niż sąsiadujące z nimi otwarte pola. Między jednym a drugim zakrętem przyczepność potrafi zmienić się skokowo.
Najczęstszy scenariusz zgłoszenia
Auto nie uderza w nic i nikomu nic się nie dzieje — po prostu zsuwa się z jezdni na pobocze albo do przydrożnego rowu i nie da się z niego wyjechać. To zdecydowanie najczęstszy rodzaj zimowego wezwania z tego odcinka.
Pojazd bywa całkowicie sprawny, więc po wyciągnięciu odjeżdża o własnych siłach. Dlatego przy telefonie pytamy, czy samochód jest jeżdżący — od tego zależy, czy potrzebna jest platforma, czy wystarczy wyciągarka.
Dlaczego czas dojazdu bywa tu dłuższy niż zwykle
W warunkach zimowych na tej trasie sami jedziemy wolniej — z tego samego powodu, dla którego zsuwają się inni. Pojazd z platformą ma inny rozkład masy niż auto osobowe i na oblodzonym podjeździe wymaga większego zapasu.
Dlatego przy ostrzeżeniach o gołoledzi podajemy czas dłuższy niż nominalne czterdzieści minut. Wolimy powiedzieć godzinę i przyjechać wcześniej, niż obiecać kwadrans i zostawić kogoś w rowie z przekonaniem, że pomoc jest tuż-tuż.
Jeśli w tym samym czasie obsługujemy inne zgłoszenie z rejonu, mówimy o tym wprost. Kierowca czekający przy drodze ma prawo wiedzieć, czy ma się spodziewać dwudziestu minut, czy dwóch godzin — i na tej podstawie zdecydować, czy szukać innego rozwiązania.
Co powiedzieć, gdy nie wiesz, gdzie jesteś
Leśny odcinek drogi krajowej wygląda wszędzie podobnie i trudno o punkt odniesienia. Wystarczą dwie rzeczy: kierunek jazdy oraz ostatnia mijana miejscowość lub skrzyżowanie. Jeśli masz włączoną lokalizację w telefonie, odczytaj współrzędne — to najpewniejszy sposób.
- Kierunek: w stronę Ełku czy w stronę Olecka.
- Ostatnia mijana miejscowość albo zjazd.
- Czy auto stoi na poboczu, czy zsunęło się do rowu.
- Czy ktoś jest ranny — to zmienia kolejność wzywanych służb.
Opony robią tu większą różnicę niż gdzie indziej
Na drodze o zróżnicowanym ukształtowaniu terenu różnica między dobrymi a zużytymi oponami zimowymi ujawnia się nie na prostej, tylko na podjeździe. Auto z wytartym bieżnikiem potrafi przejechać całą trasę bez problemu, a stanąć przy pierwszym wzniesieniu, z którego nie da się ruszyć.
Druga rzecz to ciśnienie. Przy spadku temperatury o dziesięć stopni ciśnienie w ogumieniu obniża się zauważalnie, a niedopompowana opona na oblodzeniu zachowuje się gorzej, nie lepiej — wbrew temu, co czasem słychać.
Przygotowanie, które realnie skraca czas postoju
Na tej trasie warto mieć w aucie kamizelkę odblaskową dla każdego pasażera, bo zjechanie do rowu często kończy się oczekiwaniem poza pojazdem. Druga rzecz to naładowany telefon — przy ujemnych temperaturach bateria traci moc równie szybko jak akumulator samochodowy.
Najczęstsze pytania
Jak szybko dojedziecie na DK65 zimą?
Do Olecka zwykle trzydzieści pięć do czterdziestu pięciu minut. Przy oblodzeniu na całej trasie czas się wydłuża i mówimy o tym przy zgłoszeniu, zamiast obiecywać termin, którego nie da się dotrzymać.
Czy wyciągniecie auto z rowu?
Tak, to standardowe zgłoszenie z tego odcinka. Jeśli pojazd jest sprawny, po wyciągnięciu odjeżdża o własnych siłach i nie ma potrzeby transportu.
Jeździcie przy ostrzeżeniach o gołoledzi?
Tak, nasze pojazdy pracują z łańcuchami, gdy warunki tego wymagają. Realny czas dojazdu podajemy wtedy uczciwie — przy gołoledzi jest dłuższy.